Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 stycznia 2011

Face to reality

Facebook zawładnął światem! Całym! Jest najbardziej demokratycznym narzędziem, jakie mogła wymyślić ludzkość. (dotychczas). Bez potrzeby jakichkolwiek badań focusowych, obopowskich czy marketingowych – żyje własnym życiem. 

Demokracja jest natychmiastowa. Po paru sekundach założenia nowej grupy czy zaproszenia na event, setki komentatorów wyraża swoje zdanie! Zapisuje się bądź nie.

Taką sytuację obserwujemy ostatnio w związku z planowanym „dniem bez smoleńska” – w którym to grupowicze wyrażają nie tyle dezaprobatę wobec ofiar ale przede wszystkim zniechęcenie do nawiązywania tematu w każdej debacie!! Smoleńsk stał się takim kolorowym bączkiem jakie nakręcają dzieci kiedy się nudzą. Kręci się i kręci, ma różne kolory, robi hałas jak się go nakręca… aż w końcu … jednak upada. Bączek Smoleński jest wyjątkowo dobrze nakręcony i jeszcze nie upadł. I w tym przypadku paradoksalnie serwis uznawany za rozrywkowy chce tę zabawę w bączka zatrzymać!

Facebook wyraża nastroje także w Tunezji, gdzie krwawe obalenie reżimu zaowocowało niekończącym czarnym humorem mieszkańców. Np. zdjęcie roztrzaskanego mózgu na ulicy opisane jest jako „ucieczka intelektu” – termin odniesiony w socjologii i demografii do emigracji inteligencji. Z dyktatora żartowano w jeszcze inny internetowy sposób. Zakaz sprowadzania do kraju Peugeot 404 stał się dzięki fb przewrotnie pierwotnym znaczeniem hasła, które wszyscy choć raz widzieliśmy na ekranie komputera: „404 not found”:D

Grunt zatem to mieć do siebie dystans. 

Czy facebookowa demokracja będzie chciała ustanowić dzień bez smoleńska dniem wolnym od pracy?… dowiemy się już wkrótce…:D

piątek, 9 października 2009

Stenogramy czy fonomontaż

Grzesiek, Zbychu, afera, setki zapisanych rozmów telefonicznych, oskarżenia, pomówienia, szukanie winnych, rozgrywki partyjne. Dociekanie prawdy w tej kwestii na prawdę nie leży w zakresie moich zainteresowań, ponieważ nie łudzę się że takową odnajdę. Dywagacje na temat dywagacji to również strata czasu. Według mnie w tej sprawie okazać może się naprawdę wszystko : począwszy od rzeczywistej winy oskarżonych, poprzez winę oskarżycieli, a skończywszy na jeszcze innej aferze kryjącej się pod wyżej wymienioną albo po prostu fakcie medialnym opartym na fonomontażu. Pokolenie Web 2.0 nie wierzy nawet w dowody rzeczowe – w końcu wszyscy umiemy obsługiwać Photoshop czy "Phonoshop";)

sobota, 3 października 2009

PO odpowiada na sondaże po miesiącu – zjadając własny ogon

Ostatniego dnia sierpnia pisałam o sondażu OBOP-u z którego to wynikało, iż 1 000 na 38 mln mieszkańców Polski za najbardziej palący problem naszego kraju uważa korupcję. Czekałam wówczas na szybką odpowiedź Platformy. Okazuje się, że jej koniunkturalizm działa z miesięcznym opóźnieniem, a dogadzając sondażom zjada swoje dzieci. A poza tym to PIS rządzi CBA. Koniunkturalizm wymknął się zatem spod kontroli.

Ubiegłotygodniowa akcja z Weroniką Marczuk Pazurą, którą wytropiono za pomoc w prywatyzacji WNT, była wymarzoną sytuacją korupcyjną. Wreszcie przyłapano zbyt bogatego na gorącym uczynku, a wielkie cyfry na minusie zaczęły pojawiać się przy nazwisku jakiegoś celebryty. Nawet jak ktoś nie wiedział, ze CBA rządzi PIS, cieszył się jadąc tramwajem do pracy i czytając w Metro, że mamy przyjazne i bezpieczne państwo. Nikt nie może się czuć bezkarny..

Teraz tropiąc kolejne afery dotarto to PO-wców i okazuje się, że sondaży nie zawsze warto słuchać, bo zjadają swoje dzieci. Psy Rutkowskiego wytropiły telefonicznie Grzesia, Miro i Zbyszka. I kto teraz powie PIS-owcom, że nie warto być e-wykluczonym?: telefony i komputery to same problemy;)

czwartek, 1 października 2009

Między złotym środkiem a dysonansem poznawczym

Inspiracją do tej notki był artykuł Piotra Bratkowskiego odkrywający karty (i nie pije bynajmniej do afery hazardowej:) i oczy na zjawisko, które poniekąd niemal wszyscy "odczuwamy" intuicyjnie, jednak sondaże skutecznie i regularnie zamazują nam ten obraz. Enigmatycznie? Prawda... ale problem, który postawił autor jest tak wielowarstwowy, że homerowskie zdanie powinno zostać mi wybaczone - nawet na blogu. Żeby wprawić się w jesienny stan twórczego zamyślenia zadam sobie i tym, którzy mają ochotę odpowiedzieć - pytanie: Czy rzeczywiście jest tak, że słysząc w telewizji, że NP. 60% Polaków jest przeciw małżeństwom gejów, albo że nie mamy problemów gospodarczych w kraju, albo że Polański jest niewinny, albo że afery Rywina nie było - nakierunkowujemy nasz sposób myślenia? A może wpływa to tylko na nasz sposób mówienia mówienia w gronie? Z artykułu pt. "Wielki chłód" Bratkowskiego wynika, że tak właśnie jest.

To enigmatycznie opisane "zjawisko" polega na tym, iż istnieje duży dysonans między tym co naprawdę myślimy, a tym, co mówimy znajomym, kolegom z pracy czy swoim dzieciom. A prościej mówiąc - jesteśmy profesjonalnymi hipokrytami bądź - bardziej nowocześnie PR-owcami (specjalistami od "Autopersonal" Public Reations).
Przykłady:
1. "W większości ankiet za najwyższą wartość uznajemy zdrowie, ale mamy jedna z najniższych w Europie skłonność do prozdrowotnych zachowań"
2. "O ile coraz chętniej pozwalamy, by naszym życiem publicznym rządziły kobiety, to zarazem wcale nie chcemy, by było to regulowane ustawowo"



Czy jest to zgubny i ogłupiający dysonans sprawiający, że nie wiemy co myślimy, czego chcemy? A może to on właśnie sprawia, że mimo, że jesteśmy nazwani dumnie prosumentami - można nam wcisnąć wiele gadżetowych zbędników? Skoro nie wiemy, czego chcemy - łatwiej wytworzyć w nas potrzebę. A może takie postępowanie to złoty środek cywilizowanego Europejczyka - który jeśli nie zna języków obcych to powinien być chociaż tolerancyjny i nowoczesny? albo przynajmniej za takiego uchodzić?

Czy aresztowanie Polańskiego w złotym środku życia jego ofiary to także dysonans "czasowy" sądu w odnośnie wydania wyroku? Albo czy złotym środkiem dla zachowania status quo jest nagonka niektórych publicystów odnośnie zaprzestania komentowania tego wydarzenia. Rezygnacja z debaty nie jest na pewno złotym środkiem. A jeśli jest - to złoty środek jest tak samo zgubny jak dysonans.

Dysonans między tym, co deklarujemy a tym, czego naprawdę chcemy - wynika również z paradoksu demokracji. Daje nam ona pozorny wybór, bo zakreślając na karcie wyborczej jedno imię spośród niewielu, nie czujemy się absolutnie kreatorami rzeczywistości. Także demokracja sprawia, że ogranicza się naszą nikotynową wolność, ładne trawniki nie służą już do siedzenia, infrastruktura nie pozwala jechać albo stanąć samochodem tam gdzie właśnie chcemy, basen - na to - żeby ładnie wyglądać (durny czepek,) a moda a właściwie Pantone - żeby nosić w tym sezonie kolor inny niż ciemnomorski oraz szary. Niektóre z wymienionych powyżej przypadków są oczywiście złotym środkiem opartym na umowie społecznej - niemniej jednak mogą prowadzić do chwilowych frustracji, które składają się na poważniejsze. Cały ten ład Robert Kagan w wywiadzie dla Rzepy nazywa iluzją: "Europejczycy wyznają postmocarstwową wizję świata, która jest oczywiście iluzją".

Nie tylko media nas oszukują - my sami zakładamy sobie kajdanki i wiążemy oczy przepaskami - tak jak każą nowe podręczniki kamasutry. Stajemy się AutoPR-owcami a nie wyrazicielami opinii, emocji.

Potępienie Pani Tysiąc przez Kościół to dysonans: miedzy głoszeniem ewangelickiej dobroci a przemocą werbalną na bliźnim. Oczywiście jest to tylko i wyłącznie moje zdanie, ale może też jestem złotośrodkową dziewczyną w trybie korporacji obawiająca się, że obecny lub przyszły szef może ją za te poglądy zwolnić z pracy...

Czy zatem wśród ludzi z Le Madame odnajdziemy takich ukrytych "dysonasistów" będących zatwardziałymi konserwatystami?! Kto wie? tego dowiemy się z pewnością za kilkadziesiąt lat w wierszach z motywem rozdarcia emocjonalnego, tożsamościowego i etycznego pt.: "Byłem kobieta czy mężczyzną?", "Mój płód był komórką czy dzieckiem?", "Powstałem w temperaturze pokojowej czy z zamrażarki"?

Starając się znaleźć złoty środek w wyrażaniu opinii - satysfakcjonujący nasze otoczenie warto pamiętać, iż szybko może on zamazać nasz prawdziwy sposób myślenia. A takim zgłupiałym stadem jest o wiele łatwiej manipulować...

wtorek, 15 września 2009

Teoria Barbera o papce Gerbera - infantylizacja cz. I

Książka Benjamin Barbera „Skonsumowani. Jak rynek psuje dzieci, infantylizuje dorosłych i połyka obywateli” uczuliła mnie dziś na popularne i zgrabnie przez autora nazwane postępujące zjawisko infantylizacji społeczeństwa. Chodzi o to, że młodsi chcą być bardziej dorośli a dorośli chcą się odmłodzić. W ten sposób powstaje jednolita papka – jeszcze bardziej łatwa do urobienia przez marketingowców.

Naturalnym mechanizmem stają się zatem w dobie ciągle wzrastającej średniej wieku społeczeństwa wszelkie zachowania starające epatować młodością ducha czy nawet dziecięcą naiwnością i spontanicznością.

Definicyjnym ( akademickim;)przykładem tego zjawiska jest naturalnie niepokonany mistrz poppolityki czyli Janusz Palikot, aczkolwiek peleton zaczyna się wydłużać.

Dzisiejsze faux pas premiera aż chce się zobrazować na rysunku Mleczki pokazującym małego Donalda chichrającego ze śmiechu z głupoty, którą zrobił. Ale jaja!! Premier nie przypiął siatkarzom medali do klap, lecz wręczył w pudełkach – co na salonach oznacza sposób honorowania zmarłych. Wydarzenie opatrzono jakże zabawnym i chwytliwym tytułem "Tusk umiercił siatkarzy" i liczba odsłon rosnie:)
Potwierdza się więc teoria Barbera, iż podświadomie cały czas czując starość ( a w przypadku Tuska skrajnie - nawet o śmierci) postępujemy spontanicznie dziecięco i taki chcemy zachować wizerunek.

Ukierunkowując się na ten temat spostrzegłam nawet w internetowym wydaniu Gazety Wyborczej, zakładkę "nekrolog", której nigdy wcześniej nie widziałam...

A może koninkturalizm infantylny dopadł także naszych dziennikarzy? Tylko jaki oni będą mieć z tego utarg na przyszłosć... skoro ciągle będą karmić nas mdłymi tekstami jak papki obiadków dziecięcych Gerbera?! Czy ich czytelnik będzie się rozwijał?..

środa, 9 września 2009

Nie wiemy co to inflacja ale umiemy jeździć na sankach

Czytając dzisiejsze doniesienia medialne i "kolażując" je można by pomyśleć, że jesteśmy narodem, który wie i umie bardzo mało - albo nawet mniej niż wcześniej. W kraju absurdu to możliwe. Słysząc przecież dzisiejsze wyjaśnienia Pana Leppera – znów głupi czytelnik i mały obserwator nie wie, kto tutaj ma rację. Możemy zaufać tylko naszej intuicji. No i mieć dystans - najlepiej uprawiając sport.

Ile jeszcze nie wiemy:
Okazuje się w dzisiejszych krzyczących zeznaniach medialnych, że to nie Pan Expremier „bien bronzé” (fr.dobrze opalony) – czyli Lepper - jest winny afery gruntowej, ale PIS. Z dnia na dzień coraz mniej wiemy również (ale coraz więcej domysłów snujemy) na temat tego jak uratuje się stoczniowców. Uspokoić rządzących albo usprawiedliwić ich potknięcia i złe decyzje może jedynie dzisiejsza publikacja nt. stanu wiedzy ekonomicznej Polaków. To jakby odpowiedź na roszczenia społeczne różnych grup, które powinny zrozumieć dziurę budżetową i że z próżnego to i Tusk nie naleje. „ Z najnowszych badań zleconych przez Fundację Kronenberga działającą przy banku Citi Handlowy wynika, że ponad 60 proc. Polaków ocenia swoją wiedzę finansową jako słabą lub bardzo słabą.” – podaje Rzeczpospolita.
A co już umiemy:
Gdyby wierzyć mediom, okazuje się że nastąpił postęp w dziedzinie naszego sportu narodowego. Nie jest nim już sarmackie picie alkoholu lecz... leżenie na kanapie. Według uwielbianych przeze mnie badań sondażowych o lekkiej tematyce, sportem, który potrafi uprawiać najwięcej z nas jest jazda na rowerze – podobno umie to robić 89 % Polaków. Reszta to pewnie ci, którym odebrano prawo jazdy za czasów królowania poprzedniego sportu narodowego.
Na drugim miejscu jest ... Uwaga uwaga! jazda na sankach bo aż 63 %.
Ponadto nasz prezydent czynnie propaguje swoją postawą umiłowanie do jeszcze jednej dyscpyliny sportu – koszykówki, z zamachem do załadowania ustawy medialnej do kosza (na pewno za trzy punkty). Tym samym rzutem do kosza stacza pierwszą rundę walki bokserskiej z Sarkozym, któremu swym dzisiejszym zamiłowaniem do koszykówki daje dziś pstryczka w nos. Wiadomo, że żeby dobrze grać trzeba być wysokim. Niestety Sarko ma bardzo zły PR jeśli chodzi o swój wzrost. Ale jak się okazuje potrafi zamienić mankament swojego wyglądu w atrybut, który nosi wręcz znamiona wyjątkowości. Niski wzrost bowiem był dziś warunkiem koniecznym do spotkania się załogi jednej z belgijskich fabryk wyposażenia samochodowego z Prezydentem Sarkozym. Tylko najmniejsi mieli szansę z nim porozmawiać. Nicolas podobno lepiej czuje się w towarzystwie maleństw i lepiej wyglądają wówczas zdjęcia. Ach ta Francja!
I ostatnia dawka w dziale " a co już umiemy" - wychwycona przez Panów ze Szkła Kontaktowego: zamiłowania Ministra Grabarczyka do tańca i wężowych ruchów.
A to trzeba po prostu zobaczyć! Chwilowo nie mogę wkleić filmu więc link: http://www.tvn24.pl/2262786,28378,0,0,1,wideo.html

wtorek, 25 sierpnia 2009

Kobieta sukcesu to mężczyzna

W dniu dzisiejszym panuje niewątpliwe korzystny biomet. Już same tytuły prasowe sprawiają, że chce się żyć. Błyskotliwość jest porażająca, do tego stopnia, że nie trzeba nawet czytać leadu nie mówiąc już o pełnej treści. No chyba, że mamy duuużo wolnego czasu na teksty rozrywkowe.

Rozrywkowy dzień ma dziś Donald Tusk: najpierw śniadanko z mistrzami lekkoatletycznych mistrzostw świata w Berlinie. Tytuł tego wydarzenia brzmiał we wiadomościach tvn: „Złotopolscy na śniadaniu u Tuska. Na pewno poruszono temat kobiet: o których w polityce jest głośno ze względu na parytet, a w sporcie ze względu na coraz większych trudnościach w określeniu ich płci. Najbardziej zafrapowała się tym Rzeczpospolita, publikując tytuł : Jak zdaje się w sporcie test na kobietę. W sporcie też jest coraz mniej kobiet: ale to dlatego, że są za dobre w tym, co robią. Jest taki mechanizm, że co lepsze niewiasty nabierają więcej hormonów męskich i już kobietami nazwać ich nie można. Ciekawa jestem, czy premier nauczony doświadczeniem sportowców rzeczywiście pozwoli, aby kobiety bardziej garnęły się do polityki. A może właśnie chce zamienić kobiety sukcesu w mężczyzn.... Zabrzmiało jak kolejna teoria spisku Małgorzaty Bochenek. Ale armia prezydenta na pewno dopatrzyła się tego, co ja i już zatrudniła jasnowidza Jackowskiego do rozwikłania mrocznej zagadki.

Poza tym pojawiło się kilka kpiarskich tytułów wykorzystujących charyzmę prezydenta światowego mocarstwa, jak: „Czarny w białym. Obama reklamuje lody”. Szkoda tępić języka – wystarczy obrazek.


Drugi przeze mnie wychwycony to „ Pracować jak murzyn czyli Obamowie po rosyjsku”, opowiadający o afrorosjaninie, zauroczonym sukcesem wyborczym Obamy. Zamiast działać w sieci, ( bo przecież ta interaktywność była m.in. przesłanką do zwycięstwa prezydenta) sprzedaje arbuzy. Obydwa tytuły notabene pochodzą z rosyjskiego mocarstwa.

Słoneczny dzień zawsze przynosi wesołkowate teksty jak: Kobiety są mężczyznami, a prezydent to chwyt marketingowy, dzięki którym rozumie się jeszcze mniej z tego świata.

poniedziałek, 24 sierpnia 2009

Szalone liczby

Od samego początku tygodnia, z nowymi siłami świat walczy z kryzysem i rosnącą liczbą emerytów. Recept pojawiło się co nie miara. Myślę,że nawet poniekąd dlatego ocalono malezyjską modelkę od kary chłosty za picie piwa. Szkoda byłoby tracić młodych rąk do pracy.

Rzeczpospolita przypomina , że w Polsce liczba tych, na których młodzi będą zmuszeni pracować, wzrośnie już wkrótce do 5 mln. Trzeba czem prędzej zastanowić się w jaki sposób załagodzić skutki malejącej siły roboczej. Pomysły są. Po pierwsze trzeba pamiętać, że jesień wieku należy szanować i nie odłączać im respiratora, o czym pisze leniuch.blox.pl. 

A teraz całkiem serio. Widmo rosnącego bezrobocia krąży nawet wśród najmłodszych. Uświadomione dzieci same chwytają się wszelkich sposobów, aby zacząć pracę i zdobywać doświadczenie. Brytyjski sześciolatek uderzył w emocje szefa kolei w angielskim Yorku, otrzymując tym samym posadę szefa Muzeum Kolei ds. Rozrywki. W liście do Dyrektora wykazał, iż posiada niezbędne narzędzia pracy: „Mam kolejkę elektryczną”, ( w dobie kryzysu zdalna praca, możliwość wykonywania jej w domu i elastyczność są dla pracodawcy szczególnie ważne). Poza tym nie brakowało mu pewności siebie: „Jestem w niej dobry. Umiem kontrolować dwa pociągi jednocześnie". To w dzisiejszych czasach recepta na sukces.

Szef Oracle zastosował walkę z kryzysem „a la polonaise” – tzn. ciąć koszty działalności firmy. Ostentacyjnie będzie żył za mniej niż afrykańskie ludy – bo za 1 dolara miesięcznie, po to aby wzmocnić swoją firmę.Oby to nie zmniejszyło efektywności jego pracy...choć - jak mówi stara łacińska maksyma „plenus venter non studet libenter” czyli „pełny brzuch niechętnie studiuje” ( tudzież pracuje). Trzymam kciuki!!

Gorący Hiszpanie znaleźli bardziej przyjemny sposób na zarabianie pieniążków. Otóż szukają żony. Jak to?! Przecież, żeby uwieść kobietę trzeba ponieść masę wydatków: ubrać się, wypachnić, zaprosić, nakarmić, zaskoczyć. Hiszpanie natomiast uważają się za tak dobrych mężów, iż to im trzeba za to płacić. Największym atutem ich jako mężów jest ich hiszpańskie pochodzenie i zamiłowanie do egzotycznych związków. Panie spoza Europy uważają to za kolejny ewolucyjny atut prawdziwego samca. Niezbędny, aby żyć w dobrze prosperującym społeczeństwie. Odpowiednikiem upolowania zwierzyny przez mężczyznę prehistorycznego jest współcześnie jego pochodzenie i gotowość do wzięcia ślubu i podarowania obywatelstwa. Swoją drogą kraj telenoweli to doskonałe miejsce dla rozwijającego się biznesu fikcyjnych małżeństw.

Nieustannie coś liczymy i sprawdzamy numery wszystkiego. Operatorzy komórkowi ostatnio zrobili nam psikusa, przez którego znając nawet pierwsze 3 numery komórki nie możemy być pewni, że to dany operator. W rezultacie trudniej jest przewidzieć, ile zapłacimy za rozmowę telefoniczną. Jeszcze jakiś czas temu, poznając jednego wieczoru dwie dziewczyny i mając dylemat, z która się umówić, dzwoniło się po prostu do tej, do której mamy tańszą taryfę. Obecnie jest to utrudnione – ale nie niemożliwe do sprawdzenia. Strona internetowa www.sprawdznumer.pl rozwiewa nasze wątpliwości, ale zabija spontaniczność.. To kolejny krok ku powściągliwości i większemu wyrachowaniu w tych trudnych czasach kryzysu. Numery przydają się również w kryminalistyce erotycznej. Gdyby nie numer identyfikacyjny silikonu z biustu jednej z gwiazd z Playboya, nigdy nie udałoby się zidentyfikować jej zmasakrowanego podczas morderstwa ciała.
Liczmy i rachujmy, albowiem wielka będzie nasza nagroda.... w niebie.

Dwie strony biurokracji

Polska biurokracja utrudnia załatwianie wielu spraw. Okazuje się, że nawet na Wschodzie o wiele trudniej jest znaleźć przypadki takiej opieszałości. Przekłada się to na jakość i rewelatywność ( od: rewelacja - neologizm redakcji:)) informacji prasowych. W naszym kraju oprócz rozstrzygnięcia informacji o Skrzypczaku, nastał już weekend podczas gdy Wschód kolejny dzień z rzędu nas zaskakuje.

Mimo przyjętej przez rząd metody załatwiania sprawy naokoło, Skrzypczak suma sumarum podał się do dymisji, mimo że nie musiał powiedziałby kto. Po słowach Klicha, manipulującego jego „wypowiedzią nt. wojska polskiego-zarzewiem debaty”, było to oczywiście nieuniknione. A zatem pośrednio wyreżyserowane.

Kolejne słabe scenariusze pojawiają się także tam gdzie najmniej się na nie czeka – czyli w kinie. Czeka nas premiera beznadziejnego polskiego hitu o miłości na wybiegu i wygrzebany sprzed 35-ciu lat serial w postaci filmu. Młodym widzom – takim jak ja - kojarzy się z obrzydliwym jedzeniem golonki i wiochą na stogu siana. Obawiam się, że może to być kolejny słaby scenariusz Pani Agnieszki Holland. Wcześniej tymi słowy określił naczelny miesięcznika Press – jej wypowiedź /przemówienie dotyczące ustawy medialnej w Pałacu Prezydenckim.

W przypadku polskiej armii problem tkwi podobno w przeciążonej i nieudolnej biurokracji. Zastanawiam się w związku z premierą Janosika – czy przypadkiem nie pojawiły się jakieś procedury także w środowisku filmowym. Ale czy są one tak dokuczliwe, że Janosik wyszedł 15 lat po napisaniu scenariusza...Pfff!! Chyba niemożliwe. Ale Związek Radziecki też upadł:)

Tymczasem Wschód walczy o wielkie rzeczy: w Malezji skazuje na chłostę kobietę, która ostentacyjnie piła piwo w barze – bez żadnej biurokracji! wypiła dziś i dziś skazana! Bez zbędnych stosów papierów i liczenia głosów obeszli się również dwaj kandydujący do prezydentury Panowie z Afganistanu– bez ogłoszenia wyników, ogłosili się oboje prezydentami. Grunt to szybkie podejmowanie decyzji i jak najmniej biurokracji. Tylko te państwa prą do przodu – nawet przed weekendem!

Dysonans odczuć można również w zestawieniu informacji o możliwości wysyłania wiadomości do kosmitów w USA - z polskim newsem ( ztego samego dnia), iż za bagatela 7 lat ma we Włocławku ma powstać nowa tama i elektrownia. Stanie się to pół wieku po pierwszym projekcie!!

Co zawiniło: biurokracja, weekend czy propaganda pesymistycznej i regresywnej polskiej informacji?

piątek, 21 sierpnia 2009

Koniec kryzysu?

Czytaliśmy niedawno w tytułach „ Giganci Europy wychodzą z recesji”, „ Berlin i Paryż ogłosiły koniec kryzysu” – tyle, że to nie o nas...
Największe gospodarki świata zaczynają ogłaszać podnoszenie się z recesji, tymczasem Polskę napotykają same nieszczęścia – dzieciaki uciekają z poprawczaka, nad Woronicza krąży widmo strajku, szerzą się zwolnienia, żołnierze polscy muszą sami kupować sobie sprzęt, google, jedzenie i kamizelki kuloodporne, nie ma żadnych nowości serialowych na jesień w telewizji publicznej, akcja rozdania żarówek przez premiera Pawlaka jest bezsensownie droga. Co to za życie?!;)
Czuć pewnego rodzaju niepokój. Fala przechodzi przez nas na na wschód. Rosja gra podobnie do Kataru, nie dostarczając obiecanych rakiet Iranowi. Czyżby chcieli coś zademonstrować zbiorowo... Oprócz tego informacje o wybuchających Iphonach sprawdzanych przez Komisje Europejską.... Jakby jakieś widmo krążące..Jak wiersz Herberta...Hm...
Świat odbił się od depresji.. teraz musi chronić się przed wielką stagnacją.

środa, 19 sierpnia 2009

Nadinterpretacja? faktów??

Oszczędności i cięcia w budżecie zaproponowane przez rząd widoczne są już niemal na każdym kroku:: ostatnimi czasy okazało się, że zabrakło pieniędzy na sprzęt wojskowy. Cała reszta świata radzi sobie gospodarczo podobno gorzej od nas, więc nie dziw, że Katarczycy też nie wpłacają pieniędzy na stocznię na czas. Bieda dotyka nas do tego stopnia, że zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach pewien frachtowiec na morzu... i zapewne zostanie odsprzedany na złom gdzieś na jednym z naszych przejść granicznych.
Może okazać się również , że jest to swego rodzaju kampania PR-owa kobiet walczących o parytet, które chcąc zdobyć 100 000 podpisów, starają się pokazać jak nieudolni w polityce i niezorganizowani są mężczyźni. Kobiety lepiej zarządzają– mniej ryzykują i lepiej się komunikują, ( contra Klich i Skrzypczak – ciekawe czy kiedyś dowiemy się który z Panów mówi prawdę), nie lubią struktur hierarchicznych i rywalizacji. Radzę w tym kontekście wszystkim walczącym kobietom , przede wszystkim pozbyć się z mediów kobiet, które psują wszystko to, co mądre Panie zbudowały – czyli Dodę ( polecając na tę cześć artykuł Jana Wróbla: Na początku była Doda i prosząc o niedrukowanie jej na okładkach Wprostu).
Tymczasem co ważniejsi nie bacząc na palące, aczkolwiek raczej krótkoterminowe problemy, zajmują się przyszłością i zdobyciem nowych rąk do pracy na przyszłość : czyli kwestiami seksualnymi i tym, aby przyrost naturalny w Polsce wzrósł. W tym nasza potęga!!! Europosełka;) Senyszyn krytykuje podręcznik do wychowania seksualnego, który właśnie się ukazał twierdząc, że zbyt mało mówi się w nim o samym seksie. Jak tu uczyć dzieci pozytywnej postawy życiowej i „techniki działania”, skoro podręcznik go pomija. Cejrowski również apeluje w kwestiach przedłużenia gatunku - co dla niego wiąże się z eliminacją bezproduktywnych gatunkowo gejów. Ostentycyjnie nie przyjmuje prezentu od gejów na Festiwalu Dobrego Smaku w Poznaniu, wymyślając nowe określenie na ocenienie tychże prezentów – „zahivione”.

On jako podróżnik i wszędobylca, wie co nam grozi. Skoro we Francji pojwiła się już nowa mutacja HIVA z powodu kontaktów z gorylami, z pewnością tam dokąd jeździ Pan Wojtek musiał się spotkać z jeszcze bardziej perwersyjnymi przypadkami zoofilii i innych dewiacji. A tymczasem brzydzi się człowieka robiącego dobrze człowiekowi.
A to wszystko przez 18-lecie internetu.

sobota, 15 sierpnia 2009

Wykorzystani medialnie

Powód do kolejnej bezsensownej dyskusji znów się pojawił. Ale jako, że lubię analogie, i że zjawisko pojawiło się w tym tygodniu aż dwa razy, zastanowię się: po co robione są reklamy typu zamach medialny?
Zacznijmy od początku. Otóż w tym tygodniu miały miejsce dwa zamachy medialne na dwie ważne osobistości - jedną ważna dla nas Polaków ( choć do tej pory nie wiem z jakiego powodu) Jolantę Kwaśniewską, i drugą ważną dla świata – Baracka Obamę i jego dzieci.
Marketingowcy starają się w coraz bardziej inwazyjny sposób podnieść słupki sprzedaży i pokazać je dyrektorowi, kiedy wróci z urlopu - stąd coraz więcej głupich pomysłów.
Otóż kilka temu pojawiła się w internecie reklama parodiująca program i związane z ową osobą pytanie w Milionerach za ileśnaście tysięcy złotych „jak powinno się jeść bezy?” a także inne drobne przywary byłej Pani Prezydentowej.
Z buźką wypchaną bezami, w jakże pełnej gracji pozycji siedzącej z wykręconymi nogami, przemawia do nas z apelem: jaki telefon będzie modny tego sezonu.... pycha!



Urocze, chociaż Pani prezydentowa mogłaby być choć trochę bardziej uśmiechnięta i palnąć coś zabawnego albo sprośnego. Zastanawiająca jest też duża ilość koloru pomarańczowego ( wdzianko, a na stole pomarańcze) – skądinąd kolor konkurenta Playa – sądzę, że będzie to kolejny powód do kolejnej bezsensownej dyskusji i setek wpisów na forach. Ktoś może dopatrzy się w barwach wezwania do pomarańczowej rewolucji, a ktoś inny czarny pas Joli Violi będzie odczytywał jako – odzwierciedlenie najsilniejszej pozycji w sondażach prezydenckich, a czarny kwiatek jakby kres pomarańczowej rebelii, na której grobie spoczęła czarna dalia...

Ciekawe dlaczego i kto to rozdmuchuje... albo za ile. Chociaż mam nieodparte wrażenie, że ci, którzy to robią nad takimi rzeczami chyba wcale się nie zastanawiają. Myślę ponadto, że Ci, którzy ten film robili po prostu dobrze się bawili, jak Palikot pisząc swoje książki. Można się tylko krótko zaśmiać a zaraz potem szybko zapomnieć, co się widziało. Uff…! Całe szczęście!
To prawda, w naszych mediach informacja o nowych egzotycznych miejscach do podróżowania albo nowych odkryciach naukowców nie sprzeda się tak dobrze jak złośliwe plucie na boguduchawinnych. Jest jeszcze jeden możliwy argument, którym uzasadnia się obecnie wszystko: kryzys! Agencje nie zatrudniają grafika do zrobienia jakiejś anonimowej postaci, tylko bazują na gotowych już wzorcach. Historia Cugier Kotki pokazuje, że niekoniecznie może się to zakończyć happy endem, a wielką chryją i rozgłosem. A no tak! ale czy nie o to chodzi…!

Atak padł również za oceanem. Wymierzono go przeciw Brakowi i jego rodzinie, którym według reklamy/propagandy żyje się za dobrze. Tam jest troszkę wyższa szkoła jazdy, bowiem walka toczy się o prawa do udostępniania żywności dla wegetarian w szkołach. Uczniowie czują się zaniedbani...Tutaj argument kryzys również jest uzasadniony, bowiem takich plakatów wymierzonych przeciwko córkom Obamy rozwieszono jedynie 14. Zawisły w waszyngtońskim metrze dzięki inicjatywie Komisji Lekarzy ds. Odpowiedzialnej Medycyny. Hasło głosi: Córki prezydenta dostają w szkole zdrowe obiady, dlaczego ja nie mogę.
Czyżby w zazdrości o zbyt kochanego tatusia, który jeszcze niedawno wzywał w kampanii „Take time to be a dad today”.



Barack w ogóle ma ostatnio liche czasy – jak czytałam niedawno w Rzepie – Amerykanie znudzili sie jego gadżetami o tematyce entuzjastycznej. Teraz najlepiej chodzą te z wizerunkiem prezydenta na tle sierpa i młota albo stylizowane na clowna…

W moim mniemaniu wszytkie podobne akcje to bezmyślny zamach nie na osobowość tych ludzi ( mimo, że obu ich jakoś specjalnie nie szanuję) ale zamach medialny na ich święty spokój i sygnał dla słabnącej kreatywności Dobromirów reklamowych, którzy to sporządzają...Zamach także na nieograniczone miejsce w internecie, który chłonie wszystko jak gąbka. W takich momentach prasa drukowana ze swoimi ograniczeniami w kolumnach i obliczonymi wierszami to czyste wybawienie i ukojenie od internetowej paplaniny.

niedziela, 9 sierpnia 2009

Wakacje w kraju kolarzy

Personalizując nieco dzisiejszy wpis, jednocześnie usprawiedliwiam i motywuję moją nieobecność dzisiejszym tematem. Jako że jest nim Francja wiadomo gdzie poniosło mnie tego lata...:)

Opublikowany dziś raport nt. stopnia pijaństwa turystów wyraźnie wskazuje, że to nie Polacy lecz Anglicy i Rosjanie piją najwięcej. Okazuje się, że statystyki nie kłamią i na ich dowód obraz Mona Lisy w Luwrze obrzuciła dziś kubkiem z herbatą właśnie młoda rosyjska turystka.

Nie dalej niż przedwczoraj Tusk pojechał również do Paryża spotkać się z inwestorami z Kataru, którzy mają uratować stocznię. Ciekawe dlaczego tam, a może Sarko po wakacjach był mediatorem, albo pokazywał Donkowi nowe zdjęcie z cyfrówki z wakacji z Carlą;)

Ja ze swojej strony mogę dodać jeszcze, że Francja w piciu nie bryluje i myślę, że nowa tradycja jazdy rowerami, które są już wszędzie w Paryżu bardziej zbliżyła rowerzystów do mentalności narodu europejskiego uważanego za największych abstynentów - czyli Holandię - brylującą skądinąd w bardziej suchych rozrywkach nie przepełniających brzuszka i jednocześnie wytwarzanych naturalnie.

Wszystko płynie więc spokojnie jak Sekwana. Spokój zakłócają jak zwykle greenpisi i lekarze straszący hivem i rakiem skóry co skłania coraz więcej dbających o zdrowie francuzek do skończenia z tradycja opalania się topless, co już wkrótce może wywołać kolejny strajk narodowy. To będzie piękny strajk -już widzę te transparenty...;)

Vive la France

niedziela, 28 czerwca 2009

Nasza odpowiedzialność

Modne ostatnio w PR dziedzina czy narzędzie zaczyna być coraz bardziej doceniane w Polsce. Zachód wcześniej zaczął przygodę z kreowaniem wizerunku za pomocą społecznej odpowiedzialności biznesu czyli. tzw. CSR. Polska przez wiele lat czuła się pokrzywdzona i nie w obowiązku do tłumaczenia się przed swoimi wątpliwymi ?generowanymi? zyskami. Ale oto nadchodzą: i zyski i świadome polskie CSR-y.

Indeksy CSR-owe: FTSE4Good czy Ethibel Excellence czy też ECPI Ethical , już od kliku lat funkcjonują na rynku zachodnim, z kilkudziesięcioma albo setkami członków. Na polskim gruncie z inicjatywą wyszła jak zwykle niezawodnie nastawiona na zysk Wielkopolska - Poznań z Kulczyk Investment na czele. Na podstawie ankiety wybrane zostaną spółki giełdowe spełniające wymogi ekologiczne, społeczne, etyczne i filantropijne ( według kryteriów UE).

W takim odpowiedzialnym społeczeństwie człowiek może czuć się bezpieczniej ... Mało tego: może się z dana firmą utożsamiać. Weźmy przykład nauczycielki języka francuskiego, która chce kupić sobie buciki. Wie, że firma A sponsoruje budowę ekologicznych wiatraków, a firma B wpomaga francuskie środowiska artystyczne. Wybierze opcję B, bowiem sprawa ta jest jej bliższa. Może się teraz nazywać pełną gębą wielbicielką kultury frankofońskiej. Nie dość, że pięknie szczebiocze po francusku to jeszcze - można powiedzieć - działa społecznie na rzecz swojego ukochanego kraju... Akcja wakacyjna H&M Fashion Against AIDS (moda przeciwko AIDS) doskonale wpasowała się z tematem w okresie wakacyjnych harców....




Może ona służyć w wielu różnych sytuacjach.

Jedni kupią z pełnym przekonaniem i obawą zaistnienia sytuacji intymnej - nieśmiali odpowiedzą na propozycję seksualną wypinając klatkę piersiową z napisem na koszulce : Stop and think" -

dając do zrozumienia : " Nie, nie uprawiam przygodnego seksu - jestem świadoma",






Bardziej uświadomieni mogą wykorzystać

filantropijny napis " Use a condom" jako pretekst

do szybkiego przejścia w rozmowie typu zagajnik

do tematyki okołoseksualnej... A bywalcy OAZY

( tej religijenj organizacji - tak to się za moich czasów bynajmniej nazywało) -

"Love is my religion";)


Naprawdę wspaniała ambiwalentność. Dopiero potem przychodzi do głowy myśl, że to ma komuś rzeczywiście pomóc. 25 % zysków przeznaczanych jest na uświadamianie ryzyka związanego z HIV i AIDS w biednych regionach współpracujących z H&M.

Jako że odbiorca tej pomocy jest bardzo daleko od nas - nie rozumiemy tego. Naturalnie sami nie będziemy szperać w necie w poszukiwaniu efektów tej akcji. Prędzej nam koszulka wypłowieje niż znajdziemy/poznamy rezultaty!

Jednak mimo wszytsko takie incjatywy godne są pochwały. Cały czas odnoszę jednak wrażenie, że to prawie tak, jak czytać raport Boniego na 2030 rok: mamy wizję i czujemy się bezpiecznie ale nie wiadomo co dalej i kiedy...

Reklama powoli umrze, a w dobie postępującej indywidualizacji myślę, że to my wkrótce sami bedziemy projektować stroje i może nawet sami decydować na co pójdzie tzw. 1%... kto wie...

sobota, 27 czerwca 2009

Noir et Blanc - Black or White

Obydwoje zdali się mówić, że to najważniejsze kolory: ona czerń kochała i się nią szczyciła, on ją szanował, ale od niej uciekł. Ona je łączyła myśląc: "noir et blanc" on je rozdzielił śpiewając : "black or white". Coco myślała o kolorze materiału, a Michael o kolorze skóry - to ich różniło. To, co ich łączyło to wielka walka i perfekcjonizm oraz to, że nigdy nie weszli w związek małżeński...

W dniu śmierci wielkiej gwiazdy Michaela Jacksona i premiery wielkiego filmu kina francuskiego Coco avant Chanel, koniec tygodnia w Polsce daje nam nauczkę, aby szczerze kochać i robić to co kochamy, wtedy niezależnie od tego co to jest pomnaża to, co już otrzymaliśmy. Twórzmy! " It don't matter if you're black or white!!"
Takich ikon niestety nie mamy, takich pozytywnych anarchistów, nawet w biznesowej prasie ubolewa się nad tym. We wstępie do rankingu osób które zmieniają świat Forbes napisał: " Skończyły się czasy ikon i autorytetów. Dlatego trudno jest jednoznacznie wskazać kreatorów przyszłości. Nie szukaliśmy więc drugiego Einsteina, Kolumba czy Beatelsów. Pokazujemy ludzi, których odkrycia istotnie wpływają na jakość naszego życia codziennego" . Co za szarzyzna, trzeba to przyznać... Każdemu z nas tego brakuje...

poniedziałek, 22 czerwca 2009

Co widzą mężczyźni przez szklany sufit?

Dużo ostatnio w mediach słychać było o kobietach. Jak zwykle wszędzie bardzo różnie...Nie wiem dlaczego, ale jakoś wstydzę się ich głosu - znowu czuję tu jakąś buńczuczność!!! i widzę - nie meszek - a rosnące sarmackie wąsy na ich twarzach. Wybaczcie!! szklany sufit narasta wprost proporcjonalnie ze spadkiem naszej merytoryczności!

Najpierw wybrano jedną z nich na wicemarszałak sejmu. Ewa Sławomira Kierzkowska (ur. 28 czerwca 1964 w Brodnicy - polityk, poseł na Sejm VI kadencji, od 18 czerwca wicemarszałek Sejmu). Posiada wykształcenie średnie!!!!!! Dobry znak że to kobieta, ale kobieta bez wykształcenia ... hm... jestem trochę zawiedziona....

Potem była prezydentowa - podana do kandydatury prezydenckiej w przyszłym roku - której zarzucany jest brak merytorycznej potencjalnej rozmowy z przeciwnikiem..
Wcale się nie dziwię skoro kilka dni temu robiła aferę o to, aby więcej nie przechodzić przez bramki i nie ściągać butów na przeprawach lotniczych, bo to dalece niekomfortowe. Sikorski natychmiast udostępnił jej paszport dyplomatyczny, aby nie musiała nigdy więcej przeżywać takiego wstydu i stresu....
Mam wrażenie, że zająwszy fotel walczyłaby przed wszystkim o to, jak tu ładnie na nim usiąść, którą nogę lepiej założyć na którą, aby się lepiej wyglądało, o to jak trzymać widelec i nóż na ważnych przyjęciach, opowiadałaby jakie nowe tipsy mają jej koleżanki z tvn albo, że Olusia już wzięła ślub. Niestety taki jej obraz mi się rysuje, kiedy przypomnę sobie moją obecność na jednym z jej wykładów. Mowa była o tym, jak należy się zachować w towarzystwie i że Olusia bierze ślub. Nie czułam się z niej dumna... Nie dała mi do myślenia... nie znalazłam inspiracji.... Jakaś wielka klapa... Tak jakby powietrze ktoś ze mnie spuścił....

Kobiety polskie podobno stały się bardzo przedsiębiorcze i jak się same określają silniejsze od facetów. Według CBOS-u to właśnie kobiety najbardziej zyskały na transformacji. Mimo wyników badań, motywacja tej rzekomej jednej z najlepszych pozycji w rankingu przedsiębiorczości w Europie ( jesteśmy za Francuzkami) jest niewesoła. Otóż otwieramy firmy, bo nie widzimy innej szansy rozwoju w korporacji, nie wita się nas z otwartymi rękoma w zarządach dużych firm... Dziennik pisze : aż 35 procent dyrektorów, menedżerów i właścicieli firm w naszym kraju to właśnie kobiety. Przedsiębiorczość często nie jest w Polsce potrzebą, lecz przymusem. Z wszelkich statystyk wynika bowiem, że kobietom znacznie trudniej jest znaleźć pracę niż mężczyznom, mniej od nich zarabiają i rzadziej awansują. "Osławiony szklany sufit w naszym kraju jest nadal wyjątkowo gruby".

Nie to, żebym była zwolennikiem Unii Polityki Realnej i szowinistycznych haseł Korwina-Mikke, ale kobiety moim zdaniem są nieco mniej zdolne i silne niż mężczyźni...i mniej można im zaufać. Sama prezydentowa zadeklarowała dziś, wygłaszając mądrość narodową poruszającą moją wyobraźnię, że: " kobieta zmienną jest" ( naprawdę żenła) . To faceci szybciej, sprawniej i operacyjniej myślą. Świadczy o tym chociażby zgłaszana liczna patentów.

Jestem kobietą, ale tak właśnie myślę. Oczywiście błędem strategicznym byloby przyznanie się do tego faktu mężczyznom, bo powrócilibyśmy do prawdziwie patriarchalnego modelu; jednak natura wie, kto jest silniejszy - ten kto mocniej bije i upoluje zwierzynę. Darwninizm i determinizm w czystej postaci.

Trzeba się przeciwstawiać, bo jakaś Pipka ( dosłownie i w przenośni bo o Wincentego chodzi) wyrzuci za chwilę z wizji wszystkie kobiety albo też osoby o kobiecym głosie. Miejcie się na baczności nosiciele mniejszej ilości testosteronu!!!! Przypomnijmy, że jest w radiowej jedynce preferencja co do tego że ważne informacje w pierwszej części dnia powinny czytać głosy męskie. Co prawda nie ma jakiegoś rozporządzenia o mocy prawnej ale tak się dzieje realnie!!!!! to skandal!!!

Krzyczmy ! ale wtedy kiedy trzeba i mądrze, a nie jak baby ze wsi bijące mężą wałkiem iwylewające pomyje na podwórze. Krzyczmy elegancko z gracją i dobrem ( bo tu mamy przewagę) i z mądrością, zastanowieniem, wzbudzając zainteresowanie, a nie machnięcie ręki.

Na zachodzie a w szczególności w kolebce feminizmu czyli Francji zaczyna być on coraz lżejszy - czytamy w Polityce. Wiceprzewodnicząca najważniejszego we Francji współczesnego ruchu na rzecz kobiet Asma Guenifi mówi: " Zajmujemy się konkretnymi problemami życiowymi i jesteśmy świadome, że droga do wyzwolenia kobiet prowadzie przez wykształcenie". To dobry trend. Dopóki mężczyźni nie poczują, że jesteśmy równowartym partnerem rozmów, a przede wszystkim my - kobiety tego nie poczujemy, będziemy chodzic po szklanym suficie a podziw wzbudzą jedynie widziane przez sufit od dołu kolorowe majteczki.

czwartek, 18 czerwca 2009

Modele komunikacji w mediach

Przeglądając infos z kilku regionów chociażby Europy uderza różnorodność stylów komunikacji.

U nas model jest jeden:


Spróbujmy zrobić transkrypcję " Pan coś kręci" , " Oczywista prawda, której się nie dało udowodnić", " Przy takiej dyskusji to Pan jest murzynem tylko Pan na białego wygląda", " i na koniec Lis, którego  szanuję - wkręcił się w klimat: " Teraz będzie, że to co powiem to jest a propos a to zupełnie nie jest a propos " ?????? Jak widać jest to zaraźliwe...

Niektórzy próbują wzbogacać przepływ informacji używając rekwizytów:














Niektórzy chcą być jeszcze bardziej otwarci i bliżej odbiorcy kanału komunikacji:















Mucha nie siada ... czyli o tym, że komunikacja niewerbalna jako najbardziej sugestywna.
Dzisiejszego poranka zelektryzowała mnie informacja o pokazaniu prawdziwej twarzy amerykańskiego prezydenta. Barack Obama zabił na oczach telewidzów podczas wywiadu dla CNBC muchę, która przeszkadzała mu w rozmowie. Wszystkie media jak jeden Pudelek zajęły się tematem.
Pojawił się wszędzie. W amerykańskiej, francuskiej : tu jak zwykle gra słów : buzzz- bz - jak buzz marketing:):) " une image qui risque de faire bzz enfin je veux dire du buzz sur internet" - skomentował prezenter- sznowu coś interpretują ci żabiarze:), hiszpańskiej:pojawiły się w związku z tym recepty : jak zabic muchę: 1) Primero tuvo que parar su discurso para decirle a la mosca: "¡Fuera de aquí!", 2) Entonces, esperó a que se posara en su mano derecha, 3) Para con la izquierda en un movimiento rápido terminar con ella al primer intento, w rosyjskiej: Барак Обама во время интервью мастерски прибил муху, polskiej i wielu wielu innych. Szczerze wiedząc, że bardzo to głupie - rozbawiło mnie jednak do łez... Ta mina, jak chłopiec bawiący się w podchody, to podniecenie przed akcją a potem bez emocji " So.. Where were we?"
W Stanach na pewno rozwinie się w związku z tym industry łapek capek na muchy, powstanie gest Obamy i wiele innych otoczek.

Oto moja ulubiona wersja: Le succes est total - Pełen sukces!!!!



Tym jednym gestem prezydent wyraził wiele swoich cech. Potwierdził, że jest zwinny, szybko podejmuje decyzje, jest zdecydowany, a jak mu coś przeszkadza.... to zabije! Ponadto pokazał, że jest taki jak my wszyscy: je hamburgery, biega z psem, zabija muchy.. Dobrze, że nie dłubie w nosie:)
Nie masz Ci w tych czasach ani krzty dworskości. Nie ma uroczych konwenansów, dotyka się królową Anglii. Czasem z tego powodu czegoś mi brakuje w tych akcjach po drugiej stronie ekranu - bo jako młode pokolenie nie czuje w żadnej sferze życia ekskluzywnośći, niedostępności - wszystko staje się jakieś jałowe... Nie ma ikon...
;(

poniedziałek, 15 czerwca 2009

Pies ogronika contra Madonna & Jedna jaskółka

"Madonna zbruka nasze uczucia religijne", "Odwołania występu Madonny żąda radny sejmiku mazowieckiego Marian Brudzyński." „Organizacja koncertu Madonny w dniu Wniebowzięcia to prowokacja. Rani to nasze uczucia religijne." "Zagłuszymy Madonnę". To tylko wybrane tytuły z ust oponentów koncertu. Jaki jest cel cudownego przebudzenia i reakcja dopiero miesiąc przed koncertem...


Dokładnie za miesiąc na polskiej scenie zagości po raz pierwszy gwiazda - wręcz ikona muzyki pop - Madonna. Dopiero niedawno usłyszeliśmy w mediach podniesione larum w kwestii daty koncertu. To niedopuszczalne - zbiega się on z katolickim świętem Wniebowstąpienia!! Postronny obserwator ( czyli ja: nie jestem ani zwolennikiem Madonny ani zwolennikiem Kościoła) zadaje sobie w tej absurdalnej sytuacji pytania:

Pytanie nr 1 : W czym niby ta Madonna miałaby przeszkodzić: msza trwa 1 h a koncert nie trwa całego dnia: jak ktoś chce to idzie - i w ogółe ekstrapolując jak ktoś coś chce to to robi..

Pytanie nr 2: Dlaczego szanowny Kościół przypomniał sobie o tym fakcie dopiero teraz? Czy prawdziwy katolik nie powinien wcześniej przygotować się na tak ważny dzień? czy obowiązkiem prawdziwego katolika nie jest szybka reacja na zło i jego zwalczanie - dlaczego dopiero teraz Panie Hołownia? Panie Brudzyński?

Pytanie nr 2: Czy Kościół naprawdę nas szanuje? Czy szanuje nasz wybór spędzania wolnego czasu? Czy Kościół szanuje naszą wolną wolę?

Pytanie nr 3: Czy Kościół umie z nami żyć? z nami przeżywać? z nami tworzyć? Czy Kościół tworzą ludzie, którzy prowadzą dialog z innymi?

Pytanie nr 4: Czy Kościół przyciągnie w ten sposób wiernych - swoim dobrem i miłością do bliźniego?

Otóż obiektywnie - nie! - Bo to nie jest miłość do bliźniego. Czujemy jad i żółć płynąca z ust Kościoła. O wiele bardziej z miłością kojarzy się nam bycie we wspólnocie chociażby na koncercie: " będą znajomi, będzie wesoło, będzie miło".
Czy takimi pozytywnymi skojarzeniami nie mógłby posłużyć się Kościół... Czy Kościół nie mógłby też pójść na koncert i pobłogosławić go w jakiś szalony sposób np. wodą święconą z jakichś super perfum albo kwiatków z Bożego Ciała ( swoją drogą to dobry pomysł na linię perfum dla tychże wiernych Pań a może i nawet Panów...;), albo dać jakiegoś gadżetu na mszy przed koncertem, albo zorganizować mszy z modlitwą o dobrą pogodę na koncercie... Kiedy ostatnio widziałam na jednym z polskich uniwersytetów ekonomicznych zakonnicę pomyślałam: " To oni jednak są reformowalni. Może chcą opracować jakąś nową strategię" .... Wyszło z mojej nadziei tyle, że jedna jaskółka wiosny nie czyni, a Kościół to ogrodnika pies: jak nie kochamy go to nie powinniśmy kochać i słuchać nikogo innego.

Czy Kościół nie zdaje sobie sprawy, że wywoła swoim zachowaniem jeszcze większą niechęć młodzieży? Kościół zachowuje sie jakby nigdy nie rozmawiał z młodym pokoleniem. To prawda - młodzi też nie wyciągają ręki - ale nie bojkotują świąt kościelnych. Nie słyszałam jeszcze, żeby ktoś z młodych sypał na Boże Ciało czarne kwiatki w przebraniu szatana.

Swoją drogą ciekawe czy sama gwiazda wie o fakcie i mając na uwagę skuteczną komunikację powinna się chyba jako pierwsza dowiedzieć o proteście. Ale czy buńczuczny ksiądz z Polski znów krzyczy ze swojego dołka - zaściankowa tak, żeby nie usłyszał go nikt ważny... a potem popija miodem pitnym i czyta Pana Tadeusza.

Morał z tej historii jest taki, że u nas w kraju komunikacja "leży": Kościół krzyczy do nas z ambony, my - tłum wiernych pod amboną wtapiamy się jeden w drugiego w tłumie, Madonna nie wie pewnie nic o święcie ani o tym co powinna bojkotować.

Odważną teorią i nie lada wyzwaniem byłoby postawienie tezy, że my młodzi powinniśmy się zająć marketingiem religijnym. Tylko kogo by to kręciło - kto z nas chciałby pracować z Kościołem, z księdzem, z wsią, z sarmatami?

środa, 10 czerwca 2009

Panowie sarmaci są asexy

"Wstydziłbym się... Wstydziłbym się pracować w radiu Zet"
Szkoda, że nie zauważyłam, czy miał rumieńca z tego wstydu. Taki stary kawaler musi się wstydzić....;) Radio ZET przygotowuje mu natychmiastową receptę:" Panie prezesie..? Po co się wstydzić, lepiej spróbować.."

Otóż zastanawiam się teraz zupełnie ochłonąwszy od tych seksualnych podtekstów;), czy " jeden z dwóch":
a) zamierza podnieść słuchalność radia z w myśl starej zasady " nieważne jak o tobie mówią, ważne, żeby nie przekręcili nazwiska",
b) czy przeciwnie - mając świadomość niskiej słuchalności chciał pogrążyć radio psując mu reputację ( zaznaczam, że efekt mógł tu być zupełnie odwrotny...;)
c) czy po prostu ma staruszek problemy z hormonami...

Zupełnie niedawno wszystkie media trąbiły o tym jakie to rewelacyjne jest RMFFM. Być może "jeden z dwóch" chciał połechtać:) mieszkańców Małopolski i powiedzieć im, że ich radio jest lepsze... że ich kocha....i że wieś nie powinna go zostawiać... że powinna głosować w następnych wyborach.... no tak - przecież wszędzie mówi o tym, że wieś zawiodła w głosowaniach do PE...

Rzepa jakiś tydzień temu wysmarowała artykuł nt. tego jakich przywódców miały konkurujące radia, jak zawzięcie walczyły o wyższe słupki... jak warszawka i jej ZET-KA pogrążyła się niestety swoim snobizmem i wyniosła tym samym na piedestały RMF. Tak obywatele, snobizm jest niedobry!!! wieś nie ma za co żyć, nie słucha jazzu, chilli jazzu, nie pije crossingowego produktu jakim jest czekolada z chillli, którą z pewnością popija jakże dostojny Kozyra:) W Małopolsce są powodzie i wieś i ich trzeba wspierać a dla równowagi wstydzić się ZET.


A może to kolejne zagranie PR-owe mające na celu promowanie Warszawki. Reasumując -  z tym PR-em PIS-owcy jakoś nie mogą się zaprzyjaźnić: Jarek śpiewa na youtubie w playbacku otwierając usta w złych momentach, zupełnie nieudany występ, następnie Kotka - Pieska - super aktorka z reklamy nie zyskuje popularności publiki i zostaje pobita... hm. Bilans marny.







Moje absurdalne hipotezy dzisiejszej sytuacji traktują jedynie o tym, że Panom brakuje powściągliwości i nadal są buńczucznymi sarmatami... Nawet dziennikarz France24 o jakże wrodzonym francuskim akcencie Ale polskim nazwisku ... wykonywał dziś na antenie sarmackie gesty. Dlaczego??!!! pytam!

OBOP jakiś czas temu opublikował listę najbardziej aseksualnych cech męskich.
















Przed nieświeżym oddechem, potem, niedbałym ubraniem dodałabym jako kobieta hołdująca zasadom wyższego rzędu Maslowa: brak sarmackich zachowań i min 1 język obcy...:)